Zoo, delfinaria i cyrki. Czy to dobry pomysł na wspólne spędzanie czasu ?


Zacznę od tego, że moim celem nie jest ocena rodziców, w jaki sposób spędzają czas z dzieckiem. Każdy dokonuje własnych wyborów, bardziej świadomie lub mniej. Każdemu zdrowemu rodzicowi, zależy na dobrym, wspólnym czasie z dzieckiem i te intencje są zawsze jak najlepsze. Trudno podejrzewać, żeby ktoś świadomie, podejmował złe decyzje dla swoich najbliższych. Ten artykuł nie ma również na celu pouczania kogokolwiek. Piszę go z nadzieją, że zasieje ziarno niepewności i przyniesie ( być może ) nie znaną dotąd wiedzę, na temat parków rozrywki ze zwierzętami.

Zacznę z grubej rury, posługując się cytatem, który jest odzwierciedleniem argumentów za odwiedzaniem takich miejsc.

” Uświadamiając dziecko, że nie pójdziemy do zoo, ponieważ zwierzęta, które normalnie powinny być wolne, żyją tam za kratami, powinniśmy także uświadomić je, skąd bierze się szynka na ich kanapkach czy kotlecik drobiowy na ich talerzu. Skoro hodujemy zwierzęta na rzeź, czemu nie mamy ich hodować dla edukacji? Dlaczego żyrafa zasługuje na lepsze życie niż świnia czy cielę?”

Taki argumenty wysuwa Sally Peck, dziennikarka brytyjskiego “The Telegraph”, w artykule “Czy już nadszedł czas przestać zabierać dzieci do zoo?”. Niestety nie jest mi dane uczestniczyć w takiej rozmowie 1:1 i bić się na argumenty, dlatego ten artykuł jest przestrzenią do dyskusji w tym temacie.

Zacznijmy może od tego, że daleko mi do utopijnych przekonań o zaprzestaniu hodowli zwierząt w celach spożywczych. Świat jest tak skonstruowany, że od wieków ludzie jedli mięso. Żadna Kamila, żadna organizacja, ani nikt na świecie nie powstrzyma tej machiny. Ludzie jedli i będą jedli mięso, chociaż na szczęście coraz więcej ludzi jest świadomych, że nie jest to takie zdrowe jak zawsze nam wmawiano. Że bez mięsa choruje się na anemię. Dzieci nie rosną, a braki w organizmie są nie do uzupełnienia. To nie jest prawda. I każdy świadomy człowiek, w XXI wieku już wie, że bez mięsa można żyć zdrowo, a pewnie nawet zdrowiej, niż z nim na talerzu. Nie zmienia to faktu, że przetwórstwo mięsne ma się dobrze i dopóki świat istnieje, naszym zadaniem jest kontrola jakości, przetrzymywania zwierząt i sposobu ich uboju. Nic więcej nie da się zrobić w tym temacie, a ja również nie chcę powiedzieć, że jedzenie mięsa jest złem.

Odpowiadając Pani Sally Peck :

Nie chodzi w życiu o to, aby stać się niewolnikiem swoich przekonań, bo nie jesteśmy w stanie ( albo jest to prawie niemożliwe, lub zwyczajnie bardzo trudne) być krystaliczni, jeśli chodzi o życie na naszej planecie. I nie dlatego, że my tego chcemy, tylko dlatego, że jesteśmy niewolnikami świata, który nam skonstruowano. Nawet jeżeli ktoś nie je mięsa, to zawsze znajdziemy w jego życiu pole, w którym świadomie lub nie – nawali. Bo w garderobie wisi skórzana kurtka, bo w składzie kosmetyku znajdziemy produkty odzwierzęce. Bo znajdzie się szampon testowany na zwierzętach. Bo kupimy colę w butelce plastikowej, a idąc śladami jej życia, będzie miała wpływ na środowisko i zwięrzęta. Bo znajdziemy olej palmowy w używanym produkcie spożywczym ( jest w ok 50% produktów spożywczych na półkach), przez który jest prowadzona masowa wycinka lasów tropikalnych i wymierania gatunków. Mogę tak wymieniać bez końca. I to jest ulubiony argument ludzi, którzy uważają, że nie warto robić CZEGOKOLWIEK. Znajdą taką dziurę w Twoim życiu, żeby udowodnić, że jesteś hipokrytą. Nie ma dla nich znaczenia, że jeśli świadomie możesz zrobić cokolwiek, to jest to lepsze, niż życie bez kompletnego zastanowienia. I taki argument wysnuwa pani dziennikarka, pokazując ludziom, że to nie ma sensu. Bo jeśli komuś pomagasz charytatywnie, to czemu Kasi ,a nie Bartkowi ? Jeśli ograniczasz plastik, to czemu kupujesz szampon w plastiku? Jeśli nie chcesz zabierać dziecka do ZOO, to dlaczego dajesz mu mięso na talerzu ? To ja odpowiem pani Peck – dlatego, że jestem częścią machiny tego świata i niewolnikiem. Nie mam do wyboru na półkach 10 szamponów w opakowaniu plastikowym i 10 szamponów w opakowaniu biodegradowalnym. I nawet zwiększając swoją świadomość każdego dnia, nie mogę być wolna od nie wpływania na środowisko. Są rzeczy, które nie są od nas zależne W LINII PROSTEJ. A są takie, które są.

Bo szampon do włosów kupuje się raz na jakiś czas, a wodę w butelce codziennie. Bo to co mogę zrobić łatwo – to zmienić ten nawyk. Prosto i bezboleśnie. Bo nie wejdę do każdej ubojni i nie sprawdzę jak są przechowywyane zwierzęta. Bo nie mam pojęcia, czy producent mnie oszukuje czy nie. Będąc częścią machiny ,nie mam na wszystko wpływu, a muszę zarabiać, utrzymać siebie i rodzinę i jakoś żyć w tym świecie. Nie mam takiej możliwości, żeby cały swój czas poświęcić na dochodzenie, czy dobrze wybrałam kupując to mleko, czy źle. To jest właśnie utopia. Nie ma idealnego życia. Nie ma idealnych ludzi. Za to różnica między wyborem spędzania wolnego czasu, a jedzeniem czy nie jedzeniem mięsa jest oczywista. O ile hodowla zwierząt w celach spożywczych, przyjmuje za cel – żywienie ludzi, o tyle proszę mi odpowiedzieć jaki cel ma przyświecać używaniu zwierząt w cyrkach, zoo czy delfinariach ? Tylko proszę szanowną Panią dziennikarkę, żeby nie wmawiała mi, że to są cele edukacyjne, bo to z edukacją nie ma nic wspólnego. Oglądamy zwierzęta w niewoli, w swoim nienaturalnym środowisku, z nienaturalnymi zachowaniami. Możemy nauczyć dzieci jedynie, że zwierzęta służą człowiekowi do tego stopnia, że możemy je sobie zabrać z Afryki, podstawić pod nos i oglądać. Po co ? Po to, żeby ZOBACZYĆ. Po to, żeby dzieci się ucieszyły, że widziały żyrafę, że słonik podskoczył, a delfin robił piruety na zawołanie. Sama nauka sztuczek, czy umiejętności zwierząt, nie jest niczym złym, o ile dane zwierzę ma swojej naturze potrzebę psychicznego zmęczenia. O ile jest stworzone do pracy z ludźmi.

Polemizując dalej i odpowiadając na pytanie, dlaczego żyrafa ma mieć lepiej niż świnia, to powiem tak : Człowiek na pewnym etapie udomowił różne zwierzęta w celach hodowlanych. Tak było już tysiące lat temu. Zabrał dzika, który stał się świnią hodowlaną itd. Powiedzmy, że na świecie powstała pewna “umowa”, nazwijmy to ” kompromis” w hodowaniu pewnych zwierząt. Świat jednak nie przestał szukać okazji do produkcji mięsa, i z tej ” umowy” zaczęły się wypisywać różne kraje. W Chinach uznano, że koty i psy są świetnym pożywieniem. Japonia za cel postawiła sobie rzeź na delfinach w celach spożywczych, i tak generalnie – worek się rozwiązał. A rozwiązał się dzięki takim ludziom jak Pani Peck, którzy pytając ” czemu żyrafa ma mieć lepiej niż cielak”? , nie rozumie, że kijem Wisły nie zawrócimy, ale możemy chociaż nie pozwolić na zagrabianie większej ilości gatunków zwierząt do celów spożywczych. Idąc takim tokiem rozumowania, wszystko co się rusza i nie jest człowiekiem, może trafić do nas na talerz. Bo czemu nie ? Bo jaka jest różnica ? A no właśnie taka, że wystarczy ta ” umowa”, którą ktoś kiedyś wytworzył na tym świecie. Wystarczy, że te zwierzęta, które lądują na talerzu są już przemysłowo wykorzystywane. Jeśli pójdziemy krok dalej, to nie będzie żadnych granic. Każdy gatunek będzie zagrożony wyginięciem, bo Pani redaktor nie widzi różnicy, między tym co jest teraz, a między tym, co może się stać, jak będziemy sobie zadawać takie głupie pytania. A nasze oburzenie ma kluczowe znaczenie. O ile urodziliśmy się w świecie, gdzie przyjęto zabijanie różnych gatunków do celów spożywczych, o tyle nie oznacza to, że możemy się godzić na uznawanie wszystkiego co się rusza, za jedzenie.

Nie mogło zabraknąć tego wyjaśnienia, jeszcze zanim zacznę pisać o parkach rozrywki ze zwierzetami. Ta kolejność jest celowa, ponieważ wielokrotnie polemizując z różnymi ludźmi, jeszcze zanim skończyłam, już pojawiały się powyższe argumenty. Dlatego nauczona doświadczeniem, chciałam wytłumaczyć swój punkt widzenia odnośnie zwierząt hodowlanych. W innym wypadku, kiedy zaczęłabym pisać o funkcjonowaniu zoo czy delfinariów, w głowie niektórych, od razu powstałyby argumenty ” To mięsa nie jesz ? A jaka jest różnica pies czy kura ?”.

Nie wiem czy mój odbiorca jest tak bardzo nieświadomy, żebym musiała pisać o tragedii jaką przeżywają zwierzęta w cyrku. Na szczęście mam wrażenie, że pozostała już bardzo niewielka ilość osób, które nie chcą zrozumieć, dlaczego to nie jest dobry pomysł na spędzanie wolnego czasu. Dla porządku napisze jednak kilka słów w tym temacie. Cyrki to słoń, żyrafa, małpy. Wytresowane. Zestresowane. W niewyobrażalnej niewoli. Pod tak silną presją – próby przetrwania. Bo te zwierzęta nie dostaną jeść jak nie ” zaklaszczą” uszami. Przewożone po całej Europie w klatkach. Z małym wybiegiem na miejscu. Wciąż dotykane, oglądane. I jeszcze taki cyrkowiec Ci powie, że to zwierzę jest do niego przyzwyczajone, że mu okazuje miłość. Człowiek torturowany – nieważne czy psychicznie czy fizycznie, zawsze okaże wdzięczność, jak dostanie wodę czy jedzenie, choćby od swojego oprawcy. Te zwierzęta mają wolę życia, więc wiedzą na jakich zasadach przetrwają. Nie ma żadnego wytłumaczenia na istnienie cyrku ze zwierzętami. Jest tyle zdolnych ludzi, akrobatów, takie technologie w dzisiejszych czasach, które pozwoliłyby na niesamowite widowiska bez udziału zwierząt. Nabijanie pieniędzy takim miejscom, jest w mojej ocenie pozwoleniem na tortury. To nie zoo, to nawet nie delfinarium. To piekło zwierząt. Do tego zwierząt dużych, których potrzeby wolności są nieporównywalnie większe od żółwia czy węża. Nie trzeba mieć wiedzy, czytać opracowań, żeby widzieć, że nie tak powinna wyglądać rozrywka. Wystarczy minutę się zastanowić. Odrobina empatii i wszystko powinno stać się jasne.

Co z tymi delfinariami ?

10 lat temu trafiłam do delfinarium. To było na Majorce. Pierwszy raz. Widowisko było piękne, ale miałam mieszane uczucia. Wtedy po raz pierwszy zaczęłam czytać o delfinach i to poszukiwanie prawdy o nich, nigdy się już nie skończyło. Delfiny to takie pociechy, że wyglądają na wiecznie szczęśliwe. To pozwala nam nie dostrzegać problemu. Pięknie skaczą, jakby się uśmiechały. Widz siedzi zadowolony, bo ma takie wrażenie, że jest w różowej bańce mydlanej. Delfiny podpływają do swoich opiekunów. Całuski. Buziaczki. Objęcia. Idealny obrazek. Nic tylko chodzić do delfinariów na całym świecie i czerpać radość od tych zwierząt. Więc kilka faktów z ich życia, na pewno rozjaśni nasze myślenie. Według czynnika encefalizacji inteligencja delfina jest na poziomie 4-5. U człowieka 7, a u szympansów 2.5. Mają zdolność do echolokacji ( nawigacji ) i co najmniej jeden gatunek wykrywa zmiany pola magnetycznego ( elektrorecepcja). Mają swój własny sposób porozumiewania się, zwany ” językiem delfinów”. Nazywają siebie ” imionami” i potrafią się nimi przywoływać. Są zdolne do pomocy innym delfinom, ale także człowiekowi. Są zwierzętami społecznymi. Pokonuj setki kilometrów, najczęściej w dużych ławicach. W Indiach otrzymały status ” non human person”, co oznacza, że są nieludzkimi osobami. Oznacza to tyle, że mają prawnie zapisane , prawo do wolności. Niestety w opozycji do Japonii, która nie zabrania zabijania delfinów, w dowolnych celach. W zatoce Tajii co roku uskutecznia się rzeź delfinów. Nie sposób tego opisać, żeby zrozumieć to chore zjawisko. Te zwierzęta są nadziewane na ” włócznię”, co pomaga je zranić i zagonić w miejsce ich bestialskiej śmierci. Jedyne co mogę, to odwołać Was do nagrodzonego Oskarem filmu dokumentalnego ” Zatoka Delfinów”. Po obejrzeniu tego filmu, nie pytajcie mnie nigdy, dlaczego nie odwiedzę tego i jeszcze wielu innych krajów, których nie tylko władze, ale też społeczeństwo nie widzą problemu.

Wracając do delfinariów, musimy zrozumieć, że nie ma możliwości, żeby w takim środowisku mogły pokonywać setki kilometrów, czy wzmacniać swoje potrzeby społeczne. Hałas, muzyka, urządzenia filtracyjne, przypadkowe osobniki w ” ławicy”, to tylko niektóre problemy, z którymi styka się delfin w takim miejscu. Delfiny dobierają sobie środowisko tak jak człowiek. Bardzo często oscylują wokół swojej rodzinnej grupy, tzw ” spokrewnionej”. Same dobieraj partnerów i środowisko do życia. Młode są oddzielone szybko od matki i uczone życia w sztucznym środowisku. Badania pokazują, że tak samo cierpią i chorują delfiny, które zostały zabrane ze swojego naturalnego środowiska, jak i te wychowane w niewoli. Kontrole delfinariów pokazały wszechobecny proceder faszerowania delfinów psychotropami i szkodliwymi substancjami w momencie ich licznych zachorowań. Ich najważniejszy zmysł – czyli echolokacja, jest całkowicie bezużyteczny w takim środowisku.

Na szczęście, dzieki takim filmom jak ” Zatoka Delfinów” czy “Blackfsih”, świadomość na temat szkodliwości delfinariów rośnie. Powstaje trend zamykania takich obiektów – szczególnie w UE i USA. Obecnie 14 państw członkowskich UE nie posiada delfinariów. Kilka przykładów zmian w różnych krajach: Finladia zamknęła swoje delfinarium w 2015 roku, z powodu braku rentowności, a na swojej stronie napisała, że jest to związane ze zmianą postaw społeczeństwa ( Bogu dzięki !). W 2013 roku zamknięto delfinarium we Włoszech w Rimini, z powodu naruszeń, takich jak : podawanie środków psychoaktywnych i hormonalnych, brak cienia, niewydolny system oczyszczania i wiele innych. W 2013 zamknięto taki obiekt w Szwajcarii, po czym ustanowiono prawo o zakazie importu delfinów do kraju. W Niemczech zamknięto 7 delfinariów, ale pozostają wciąż 2 czynne, co spotyka sie z fala krytyki i protestów ( krajowych i międzynarodowych). W 2012 roku w Grecji , decyzją parlamentu, nie można wykorzystywać zwierząt w żadnych przedstawieniach i komercyjnych pokazach. W 2009 roku w Chorwacji, weszło rozporządzenie zakazujące trzymania waleni w niewoli w celach komercyjnych. W Wielkiej Brytani, mimo, że nie ma jednoznacznego zakazu niewoli delfinów – restrykcje i wymagania są tak ogromne, że żaden inwestor nawet nie próbuje im sprostać. Portugalia, Węgry, Cypr i Polska, też są wolne od delfinariów. I teraz mój konik , czyli USA : od wielu lat trwają pracę nad zamykaniem delfinariów i prawną ochroną waleni. W zasadzie mogłabym napisac osobny artykuł na ten temat, ale wiele stanów przyjęło rozporządzenie o zakazie wykotrzystywania waleni w celach rozrywkowych. Niestety biznes delfinariów przenosi się na Bliski Wschód, do Rosji i Azji. Myślę, że nie trzeba tłumaczyć dlaczego.

ZOO – wolne od tresury i pokazów. Czy to najlepsze wyjście ?

Już tak wiele napisałam o życiu zwierząt w niewoli, że zastanawiam się, czy wobec powyższego, samoistnie nie nasuwa się odpowiedź na to pytanie. Ale na wszelki wypadek, spróbuję spiąć temat klamrą. Zacznę od tego, że właściciele ZOO przedstawiają następujące argumenty za pozostawieniem takich miejsc na mapie Polski i świata : ochrona gatunków zagrożonych wyginięciem, projekty badawcze. Musimy miec świadomość, że w Polsce istnieje ponad 100 nielegalnych ogrodów zoologicznych, które nigdy o żadną licencję nie występowały i nie były nigdy kontrolowane. Jeśli chcecie się wybrać z dziećmi do ZOO, to koniecznie zerknijcie na mapę licencjonowanych ogrodów zoologicznych.

Nie ukrywam też, że kwestia wyboru ZOO jako miejsca rozrywki nie jest oczywista. Licencjonowane ogrody zoologiczne, starają się prowadzić badania naukowe nad różnymi gatunkami. Bronią sie ochroną gatunków zagrożonych. Ponieważ sprawdziłam, że takie projekty są w niektórych ZOO na tapecie, więc nie mogę się z tym nie zgodzić. Takie działania są potrzebne i należy je wspierać, jednak nie mogę zgodzić się z faktem, że dla takich działań warto przetrzymywać duże, inteligentne zwierzeta w więzieniu. Bo więzieniem dla tygrysa czy lwa jest 18 tysięcy razy mniejsza przestrzeń, niż na wolności. Więzieniem dla niedźwiedzia jest milion razy mniejszy wybieg. Ochrona zagrożonych gatunków odbywa się najskuteczniej i najlepiej w rezerwatach i sanktuariach dla zwierząt ( które często w swoich programach pokazywała Martyna Wojciechowska). Są to miejsca, które tworzy się w bliskiej odległości od naturalnego środowiska danego gatunku. Faktem jest również, że w ZOO zagrożonych gatunków jest absolutna mniejszość, albo w ogóle takie przypadki są rzadkością. O ile wspieram działania chroniące przetrwanie gatunków, o tyle nie lubię, jak chce się obracać kota ogonem, pokazując, że sens ZOO – tkwi w ochronie zwierząt. Obrońcy ZOO podają przykład wakity – delfina, których zostało tylko 20 sztuk na świecie. ” Gdyby nie delfinaria, które nauczyły się hodować walenie, nie wiedzielibyśmy jak je rozmnożyć“. To znowu jest mit. Jest masa przykładów na to, jak zagrożone gatunki udało się rozmnożyć i jakie środowisko udało się stworzyć ( bliskie naturalnemu) , bez potrzeby narażania innych zwierząt na więzienie dla zysku. Próbowałam również znaleźć informację o tym, ile z tych zagrożonych gatunków udało się rozmnożyć i pozwolić na dalszą prokreację w środowisku naturalnym. Odpowiedzi brak, albo są to jednostkowe przypadki. Za to sanktuaria dla zwierząt istnieją w celu ochrony, rozmnażania i przywrócenia do swojego środowiska. Na tym polega różnica. Oglądałam również program Kobiety na Krańcu Świata, gdzie Martyna odwiedzała tego typu rezerwaty i owszem – takie miejsca muszą liczyć na sponsorów i państwo, ale robią różne edukacyjne wycieczki zarobkowe, tylko w obrębie zwierząt, którymi się opiekują. Tak o to, są w stanie prowadzić swoje projekty. Jeśli właściciele ZOO przedstawiają argument ochrony gatunków , to niech robią to rzetelnie i odpowiedzą na pytanie, po co im niedźwiedź albo żyrafa. W innym przypadku, niech po prostu przyznają, że jest to biznes. Z innych ciekawych informacji wynika, że nigdy nie wiemy jakie gatunki będą na wymarciu, więc przetrzymywanie żyraf czy słoni ma sens. Z taką logiką proponuję tym właścicielom zamknąć się w domu i nie wychodzić ( a najlepiej w klatce z pluszu) , bo nigdy nie wiadomo, co może się wydarzyć na zewnątrz. Szanujmy się i niech te argumenty po obu stronach mają sens. Bo bezsensem jest poświęcenie tysiąca istnień tygrysów czy żyraf, tylko po to, żeby kiedyś okazało się to przydatne. Bardzo często obserwowanym zjawiskiem w ZOO jest wylizywanie łap, wyrywanie piór, chodzenie w kółko, wyrywanie sierści. Są to symptomy zaburzeń psychicznych zwierząt w niewoli.

warszawskie ZOO

Reasumując, uważam, że więzimy zwierzęta pod płaszczykiem edukacji. Badania pokazują, że zwierzeta mają tak silny instynkt do życia w swoim naturalnym środowisku, że tak samo chorują te pozyskane ze środowiska naturalnego, jak i te urodzone w niewoli. Instynkty to najsilniejsza broń i sposób funkcjonowania u zwierząt i lata ich przetrzymywania w zamknięciu, nie zabiły tych tendencji. Prawdą jest, że z biegiem czasu, stają się inwalidami życiowymi i powrót do naturalnego środowiska wymaga pracy – jednak zajrzyjcie do jednego z nowszych postów Martyny Wojciechowskiej, z filmikiem, jak zachowują się wypuszczone zwierzęta na wolność. Jak kąpią się w wodzie, jak cieszą, jak oddychają pełną piersią – i te, które robią to pierwszy raz, i te które już tych przyjemności kiedyś zaznały. Uważam, że świetną tendencją i alternatywą dla spotkania naszych pociech ze zwierzętami są zagrody, naturalne ekologiczne gospodarstwa, gdzie można biegać między kurami, zobaczyć owcę czy krowę. Bo to jest Polska – i nasze dzieci powinny poznawać zwierzęta żyjące w naszym klimacie. Nie czuję się w powinności pokazać Filipowi żyrafę czy słonia. A jeśli się to stanie, to na jakimś sprawdzonym Safari w Afryce. Jeśli delfiny to na wakacyjnym rejsie. Jeśli ptaki, to na drzewie. Bo to jest ich środowisko do życia. Jeśli Filip będzie chciał lecieć w kosmos, to czy moim zadaniem jest mu taki lot zasponsorować ? Chyba nie. Więc jeśli będzie chciał zobaczyć żyrafę, to albo musi poczekać na taką okazję, albo sam zarobić na to, żeby gdzieś ją wypatrzyć w Afryce .Moim celem jest wychowanie dziecka w duchu humanizmu. Szacunku do przyrody, zwierząt, do ludzi o innym kolorze skóry, poglądach, orientacji seksualnej. Jest to dla mnie łatwe, bo sama darzę innych takim szacunkiem. Jestem pewna, że odpowiednie spotkanie ze zwierzętami, daje niespotykaną naukę empatii i szacunku. Myślę, że to rodzice wpływają na to jak dzieci szanują się dookoła i żadna katecheza na lekcji religii tego nie załatwi. …ale człowiek lubi przyprowadzić sobie wszystko pod nos. Stanąć autem w drzwiach Tesco, być minutę wcześniej na światłach, gnać autem, ryzykować, ale zaoszczędzić 7 minut. Nie wykonać żadnej pracy nad sobą, bo i tak ” to nic nie zmieni”. Nie widzieć różnicy między delfinem a kurą. Nie rozumieć prób bycia lepszym, w tym i tak skomplikowanym świecie. Dopatrzeć się błędów i hipokryzji.

Więc ja wolę być grzeszna, ale starać się być lepsza.

I ostatnia sprawa – nie jestem bez winy. Długo byłam ślepa na życie zwierząt w ZOO. Powiedziałabym nawet, że uwielbiałam te wycieczki, jeszcze zanim mieliśmy dziecko. Przyszedł jednak taki dzień, że inaczej przeczytałam tabliczke przywieszoną do klatki ptaka :

” |Orzeł przedni – w locie osiąga prędkość 160 km/h. W nurkowaniu z dużej wysokości do 320km/h. Gniazduje na niedostępnych półkach skalnych w górach. “. Spojrzałam na jego klatkę i zachciało mi się płakać. Wyszliśmy.